TA STRONA WYKORZYSTUJE PLIKI COOKIE zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki.
Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu
Ludzie z naszych stron - Baśka Trzybulska



Urodziła się w Dusznikach, mieszkała w Polanicy, skończyła znane liceum w Kłodzku i prestiżowy Wydział Ceramiki i Szkła ASP we Wrocławiu. Swoje miejsce do tworzenia i życia znalazła w XVIIwiecznym młynie w Ciepłowodach we wsi w okolicach Ząbkowic Śląskich. Tu urządziła domową galerię. Jej ceramiczny świat został doceniony przez publiczność w kraju i za granicą. Wystawiała w Chinach, Niemczech, Francji, a w Korei zdobyła ważną nagrodę na Międzynarodowym Biennale Ceramiki CEBIKO.


Z Baśką Trzybulską rozmawia Dorota Felcenloben.


D.F: Mieszkasz w bardzo malowniczym miejscu. Otwierasz drzwi i widzisz piękny staw pełen ryb, po którym pływają łabędzie i kaczki. Czy przyroda jest dla Ciebie inspiracją?


B.T: Moje prace są tym, co widzę i tym, jak żyję. Maluję staw, bo jest przy mnie. Słyszę jego chlupotanie. Widzę jak się błyszczy, faluje, burzy. Maluję niebo i wodę. Szczególnie lubię moment, w którym niebo odbija się w wodzie, a woda w niebie. Inspiracją jest również literatura, szczególnie dzieła Czechowa.


D.F: Jesteś malarką czy artystką ceramikiem?


B.T: Pracuję z gliną. Mam dostęp do szamotowej gliny z Tułowic, która wypala się na żółto, dlatego ją maluję. Artyści malują na płótnach, kartkach, kartonach, a ja maluję na glinie. Większość ceramików, których znam, zajmuje się ceramiką przestrzenną. Tworzą figurki lub toczą na kole, ja myślę o sobie jako o malarce ceramiku. Glina jest środkiem do celu.


D.F: A jaki jest cel? Zabawa sztuką czy sztuka użytkowa?


B.T: Przede wszystkim jest to moje obcowanie z gliną – „czysta sztuka”, bez wchodzenia w temat technologii. Interesuje mnie rozwiązywanie problemów kolorystycznych oraz kompozycyjnych. Jedynym ukłonem w stronę sztuki „dla ludzi” są meble oraz butle, które stanowią ozdobę wielu domów.


D.F: Meble z ceramiki? Muszą być bardzo delikatne.


B.T: Robimy je razem z mężem. Projektujemy, wycinamy, skręcamy, czyli wykonujemy typową pracę stolarską metodami klasycznymi. W meblach nie ma śrub, krzyżaków ani żadnych „współczesnych udogodnień”. Wykorzystujemy drewno z rozbiórki starych stodół lub podłóg i zdobimy ceramiką, np. zamiast szyb są kafle ceramiczne lub ażurowe kompozycje. Tak powstają meble do kuchni, salonu lub sypialni o niepowtarzalnym kolorze, charakterze, z historią w tle.


D.F: A jaka jest Twoja historia?


B.T: Po studiach nie miałam swojej pracowni. Pracowałam dorywczo w fabryce porcelany w Wałbrzychu. Tam spotkałam Annę Malicką-Zamorską, jedną z bardziej znanych artystek ceramików. Anna zaprosiła mnie na swoje plenery. Wówczas poznałam wielu ceramików z całej Europy. Duże wrażenie zrobił na mnie Peteris Martinsons z Łotwy. Starszy pan z pasją w rękach. Przebywając z takimi ludźmi można się wiele nauczyć. Młodzi powinny wzorować się na starszym pokoleniu artystów, które ma jeszcze wiele to pokazania i zaproponowania.


D.F: Ceramika artystyczna nie jest sztuką powszechnie znaną.


B.T: We Wrocławiu jest jedna galeria z ceramiką. To niewiele jak na miasto z tak ogromnym potencjałem. Wrocław odziedziczył międzywojenną spuściznę Breslau z jego Akademią Sztuki i Przemysłu Artystycznego oraz Miejską Szkołę Rzemiosła i Przemysłu
Artystycznego. Po wojnie zachowały się piece, glina, szkliwo i tradycja, którą kontynuowali polscy nauczyciele. Powojenną ASP tworzyli m.in. tacy ludzie, jak Eugeniusz Geppert, który studiował pod kierunkiem Jacka Malczewskiego w Krakowie oraz ceramik Julia Kotarbińska. Wrocławski Wydział Ceramiki i Szkła był pierwszy w Polsce, dopiero później pojawiły się pracownie w Krakowie i Gdańsku.


D.F: Który spośród artystów bezpośrednio wpłynął na tworzoną przez Ciebie sztukę?


B.T: Miałam szczęście być w pracowni prof. Krystyny Cybińskiej, która należała do drugiego pokolenia Polaków pracujących we Wrocławiu. Podziwiam jej zaangażowanie w pracę ze szkliwem krystalicznym. Drugą osobą jest prof. Przemysław Lasak, którego jedna rada, stała się moim credo zawodowym: Pytaj siebie, po co robisz wystawę? Wystawa nie ma być zbieraniną, ale musi tworzyć zwartą kompozycję. Ważny jest zarówno dobór prac, jak i wnętrza, w których się je pokazuje.




Podziel się tym co czytasz:

Blip Flaker Twitter Facebook Nasza klasa


< Powrót do listy artykułów

19 czerwca 2019
Imieniny obchodzą:
Gerwazy, Protazy, Romuald, Sylwia

Dzisiejsze wydarzenia

Brak informacji

Punkt informacji
Panorama Ziemi Kłodzkiej